Zdradzona

13.04.2017

Stanąłem przed nią i jak dziecko w obliczu zbliżającej się kary, zamarłem. Mimo chłodu czułem ogarniającą mnie fale ciepła. To było dziwne uczucie. Stałem i patrzyłem a ona jak dawniej płynęła spokojnie, miejscami leniwie. Przepraszam ….wiem , zdradziłem.
Ty jak dawniej jesteś tą jedyną, pierwszą, najlepszą. Nie widziałem cię tyle lat ale nadal jesteś piękna, tajemnicza i dostojna. Widawka, moja rzeka.

______________________________________________________

Widawka – rzeka w środkowej Polsce, prawy dopływ środkowej Warty. Długość: 95,8 km

Powierzchnia dorzecza: 2385 km2
Źródła znajdują się na Wzgórzach Radomszczańskich w południowej części województwa łódzkiego, w gminie Kodrąb.

W Kotlinie Szczercowskiej rzeka tworzy meandry. Płynie przez tereny odkrywkowej Kopalni Węgla Brunatnego Bełcha- tów, woda w rzece częściowo pochodzi z pomp głębinowych odwadniających odkrywkę Bełchatów i Szczerców. Wody rzeki Widawki mieszczą się w II klasie czystości (2004 r.). Odcinek od mostu w miejscowości Żar (gmina Kluki), do mo- stu w miejscowości Lubośnia (gmina Szczerców) zaliczany jest do wód krainy ryb łososiowatych i lipienia.

Ważniejsze dopływy:
Lewe – Struga Aleksandrowska, Nieciecz, Krasówka, Świętojanka, Kręcica

Prawe – Grabia, Pilsia, Ścichawka, Jeziórka, Rakówka, Chrząstawka

Źródło: www.wikipedia.org

_______________________________________________________

Tak , to moja rzeka. Łowiłem tu w zasadzie wszystkie gatunki ryb które pływają w rzece. Łowiłem tu piękne jazie, klenie, leszcze, szczupaki, okonie i miętusy. Trafiały się okazałe płocie i jelce dochodzące nieraz do gigantycznych rozmiarów jak na swój gatunek. Największy jakiego złowiłem miał prawie 40cm. Postanowiłem, że po latach znowu do niej zajrzę.

Jestem. Jestem pełen obaw ale i nadziei. Jest 7.00, szron i śnieg pokrywa wszystko dookoła.

Zaczynam swoją drogę od nieistniejącego już mostu w miejscowości Kolonia Zawady. Idę„ pod wodę” do mostu w Chociwiu. Już przy samym moście jest piękna interesująca rynna a zaraz za nią zwaliska drzew i piękny, głęboki zakręt na który zawsze stały grube klenie i brzany.

Rzucam różnymi przynętami prawie godzinę, nic. Idę dalej.
Dalej kolejne zwalone drzewa, bobry tu nie próżnują. Później rozmawiałem z leśniczym i niestety potwierdził mi smutny fakt. Jest ich po prostu za dużo. Ale jak mówił jest bezsilny, takie prawo.

Wracajmy jednak nad wodę. Dalej nawet nie ma jak dojść do wody istna dżungla, pewnie latem można zapomnieć żeby nawet zobaczyć wodę. Dochodzę do kolejnego zakrętu a w zasadzie do trzech , jeden po drugim. Woda piękna, niestety znowu nic.

Dochodzę do kolejnego głębokiego zakrętu ma 90 stopni. Wysoka podmyta burta a za nią rynna usłana kamieniami. Zakładam woblera swojej produkcji w naturalnych kolorach uklejki, rzut pod przeciwległy brzeg i ściągam w dół rynny. Widzę jak wobler nurkuje w głęboką wodę, ściągam wzdłuż rynny, niespiesznie, wychodzi na płytką wodę a za nim ogromny cień. Niestety tylko odprowadził. Jeszcze parę rzutów i zmieniam miejsce, bez kontaktu.

Sięgam pamięcią wstecz, tak!, tu nie daleko jest takie miejsce „pod olszynką”. Dzisiaj powinienem powiedzieć „pod olszyną”, drzewko urosło przez lata. Rynna jednak jest do dzisiaj. Może trochę wolniej płynie ale na tą porę roku jest w sam raz.

Zakładam małą obrotówkę, czarną w żółte kropki. Rzut, zwijam raz, dwa , trzy …branie, jest. Na końcu zestawu widzę małego okonka. Spada . Spadł bo szczytówka ugrzęzła w suchych gałęziach olszyny. Trudno , człowiek pierwszy raz nad wodą, zapachniało amatorką. Po rozwiązaniu żyłkowego chaosu dochodzę do mostu. Nie zatrzymuję się pod mostem lecz idę prosto, kawałek za most. Jest tu stary młyn a w zasadzie jego pozostałości. Rzeka tu pokazuję swoją siłę.

Wymyte stare fundamenty, podmyte drzewa, kamienie. Głębokie rynny i szybkie, krótkie odcinki płytkiej wody. Zaczynam łowić. Kolejne rzuty bez rezultatu. Zakładam po raz kolejny woblera. Prowadzę raz z wodą raz pod wodę, nic. Kolejne przynęty, nadal bez efektu nawet wyjścia. Nic trzeba wracać, myślę. Staje jednak jeszcze pod mostem.

Rzut w poprzek nurtu tam gdzie kiedyś był stary most. Przy niskiej wodzie widać stare słupy. Raz, dwa, siedzi ….ostry odjazd z wodą , stanął. Teraz wraca. Hamulec gra jak należy. Idzie, idzie, idzie…ale gdzie?

nie mogę się z nim siłować, myślę. Nagle luz…. Nie byłem wstanie nic zrobić,( tu padają bardzo niecenzuralne słowa), poszedł pod most. Nie wiem co to było, może kleń, może pstrąg, może boleń. Wrócę jeszcze do ciebie później, moja rzeko, pomyślałem . Pod koniec lutego.
Pod koniec marca pojadę jeszcze na odcinek poniżej małej tamy w Górkach Grabieńskich tam zawsze można było liczyć na grube jazie które na wiosnę wchodzą z Warty.

Widawka to była rybna rzeka. Teraz zniszczona przez kopalnie nie darzy juz taką różnorodnością gatunków. Ryba jest, i to gruba. Trudno się jednak do niej dobrać bo jest jej po prostu mniej. Można złowić grubego klenia czy pstrąga. Trafi się też przyzwoity szczupak lub okoń. Żeby łowić trzeba być nad wodą i już.

Pstrągi i lipienie pojawiły się na skutek zarybień kilka lat temu dzięki grupie zapalonych wędkarzy z Łodzi. Później wsparcia udzieliły również lokalne koła. Z tego co wiem ta współpraca nie przetrwała, a szkoda. Pojawiły się nawet zgłoszenia tych ryb z Widawki w Wędkarzu Polskim. W dorzeczach Widawki również można spotkać pstrągi.

Z wędkarskim pozdrowieniem Marek MARO Zagłoba